czwartek, 9 maja 2013

28. Heca, Zuch i Ruda


 Ostrzeżenie ! Mogą pojawić się przekleństwa ( ocenzurowane * ) oraz sceny tortur.


Akt pier­wszy tra­gedii ludzkiej - na­rodzi­ny dziecka.

- Zaczekaj proszę, bo zacznę krzyczeć – Spanikowała dziewczyna.
- Akurat ci się to uda.. stwierdził chłopak zakrywając jej usta dłonią. Czuła jego mocny chwyt i ciepło bijące od jego ciała, wzdrygnęła się i ugryzła go w palec.
- Ty su*o ! – Zawołał zdziwiony i spoliczkował ją tak mocno, że upadła przed nim na ziemię.
- Błagam, daj mi chwilę, muszę coś załatwić i wrócę. Masz moje słowo – Dziewczyna postanowiła być miła.
- Rude są fałszywe słonko – Stwierdził z ironią – Ale masz te chole*ne pięć minut i ani sekundy dłużej.
Dziewczyna niewiele się zastanawiając deportowała się przed dom w którym spędziła wiele wspaniałych lat. Czyli do domu przyszywanej babci. Będąc w „niebie” wiele zrozumiała i chciała podziękować kobiecie. Postanowiła zajrzeć do budynku, było tam pełno kurzu. Różdżką oczyściła kuchnię ale postanowiła dać sobie spokój. Otoczyła tylko dom zaklęciami i pojawiła się na cmentarzu. W rekordowym czasie odnalazła grób babci i wyczarowała na nim piękny znicz, przypominający lilię.
- Zawsze je lubiłaś – Stwierdziła patrząc na mugolskie zdjęcie kobiety – Może zwariowałam gadając do kamienia ale chcę ci podziękować za wszystko i powiedzieć, że cię kocham. Chyba się nie spotkamy tam na górze, o ile twoje opowieści były prawdziwe.. Przepraszam.
Ponownie zniknęła a samotna wdowa będąca na cmentarzu przetarła ze zdziwienia oczy, myśląc, że ujrzała ducha.
_
Rudowłosa pojawiła się przez mężczyzną patrząc z obawą w błyszczące złowieszczo oczy, ukryte za maską.
- Spóźniłaś się.. – Dziewczyna już otwierała usta, żeby się wytłumaczyć ale facet prychnął – Zamilcz.
Zapał ją za ramię i deportował się z nią do Sali z jej koszmarów. Do głównej Sali i przy okazji Sali tortur koszmarnego dworu. Było tak jak zapamiętała, na tronie siedział ON, blady wyniosły i patrzący z pogardą. 
Mężczyzna padł na kolana przed swoim panem a po chwili wahania Dominique uczyniła to samo. Czuła się upokorzona jak nigdy i walczyła za zdradzieckimi łzami, wyobrażając sobie reakcje swojej rodziny. Próbując uspokoić się spojrzała na podłogę gdzie dostrzegła świeżą krew. Pomyślała o swojej przyjaciółce z celi, o babci o niewinnych ludziach. Co ja robię ?  Zapytała sama siebie.
- Spisałeś się Nott – Stwierdził zimno Mihuet, co wyrwało rudą z rozmyślań – A jak widzę ty, podjęłaś dobrą decyzję. Marto, Dominique dojdzie do twojego zespołu.
- Panie – Raczej otyła kobieta padła na kolana – Ona jest tydzień do tyłu.
- Więc obdarzysz ją szczególną uwagą – Roześmiał się zimno a rudej po plecach przeszły ciarki – Rozejść się.
- Chodź za mną – Syknęła kobieta do Domi i ruszyła do bocznych drzwi, dziewczyna dogoniła ją w połowie korytarza i kilka razy prawie się zgubiła w plątaninie przejść i wrót.
Kobieta wskazała jej drewniane niewielkie drzwi – Od dzisiaj to są twoje kwatery , jutro o 6 widzę cię na dziedzińcu pod zamkiem.  Śniadanie można dostać od 5 do 7 w jadalni.
Po rzuceniu kilku suchych informacji kobieta odeszła powiewając peleryną jak nietoperz. Z cichym westchnięciem dziewczyna weszła do pokoju i zanotowała w myślach, żeby sprawdzić gdzie prowadzą boczne drzwi. Jak się okazało, prowadziły do ubikacji z prysznicem. W pokoju była szafeczka i łóżko.
Dziewczyna nie przebierając się położyła się na łóżku i łzy zakręciły jej się w oczach. Pozwoliła im swobodnie płynąć, przychodząc do tego zamku skazała się na tortury i śmierć ale robiła to dla swojej rodziny, dla całego czarodziejskiego świata. Chole*rna altruistyczność i gryfońska odwaga. Dziewczyna  rozmyślała długo, więc zasnęła dosyć późno. Gdy wstała, zrobiła poranną toaletę i ubrała się w czarne spodnie i golf, które znalazła na szafce, na zewnątrz już szarzało. Co chwile ziewając ruda ruszyła w poszukiwania jadalni. Po drodze wpadła na jakiegoś chłopka, był wyższy od niej o głowę i bardzo barczysty. Miał blond włosy, ułożone w artystyczny nieład i urocze dołeczki w policzkach jak się uśmiechał. Był jednym wielkim przeciwieństwem samego siebie, a twarz psuł jedynie duży nos.
- Idziesz na trening ? – Spytał z uśmiechem.
- Raczej na rzeź, po tym co wczoraj widziałam.. – Mruknęła zaspana.
- Za 3 minuty będziemy spóźnieni  na rzeź, a nie chcesz przeżyć kary, to dopiero rzeźnia jest – Szepnął i szybko ruszył przed siebie ciągnąc zdziwioną dziewczynę za rękę.
Wybiegli zdyszani na dziedziniec zastając równy szereg 8 napakowanych chłopaków i czerwoną ze złości nauczycielkę czy też instruktorkę.
- 3 sekundy spóźnienia ! – Wrzasnęła im w twarz, powodując chwilową głuchotę, zdezorientowanie i mdłości. Jakby nie patrzeć, mogłaby zabić wampira samym oddechem – Wybierać, 10 dodatkowych kółeczek czy minuta crutiatusa ?!
Dominique skrzywiła się, nie wiedziała jakiej wielkości są kółka, ale wiedziała za to, że nie chce nigdy więcej doświadczyć zaklęcia torturującego. Popatrzyła na swojego towarzysza, który hardo patrzył kobiecie w twarz.
- Wybieram zaklęcie – Chłopak uniósł głowę i zacisnął ręce w pięści.
- A szanowna koleżanka ? – Wycharczała „poganiaczka niewolników” dla rudej w twarz.
- Dodatkowe kółka -  Stwierdziła niepewnie widząc miny swoich nowych towarzyszy.
- Idealnie, zaczynaj dookoła zamku a ja się zajmę kolegą – Kobieta skierowała swoją różdżkę na chłopka.
- CO !? Jak to dookoła zamku, on jest wielki, zajmie mi to mnóstwo czasu ! To chore jest !
- Zamknij się smarkulo i zaczynaj ! Musimy zrobić normę ! Ruchy ! Zawsze możesz ominąć jeden, bądź dwa posiłki – Kobieta pogniła ją i rzuciła zaklęcie na chłopaka.
Ruda zaczęła biec, podziwiając jednocześnie chłopaka, który jedynie uklęknął na kolano, nie krzyczał,  nie upadł. Był silny, odważny i wytrzymały.
Zrezygnowana pokręciła głową, prędzej zakocha się w nim, niż w swoim nowym panu. Do tego co dziwne, nie sprawdził jej legimencją, nie było również żadnej inicjacji.. Domyślała się, że to wszystko przed nią.  
_
Gdy skończyła karne kółka upadła na kolana na trawę i oddychała ciężko, miała w ustach metaliczny posmak i nie mogła oddychać.
- Wstawaj ruda wywłoko a nie się lenisz ! Mam cię zachęcić ?! – Kobieta wyciągnęła różdżkę – To jak ?!
- Już  wstaję. Przepraszam.
- I dobrze, teraz przebiegnij jeszcze dwadzieścia kółeczek, a potem ćwiczenia fizyczne i zaklęcia niewybaczalne. Pośpiesz się bo ci jedzenie minie ! – Kobiecie najwyraźniej przyjemność sprawiało dręczenie uczniów, bo ciągle na kogoś krzyczała i kogoś karała. A damska solidarność, to było chyba wyciskanie z jedynej dziewczyny, każdej kropelki potu.
- Tak jest.
_
- Ruda skończyła o północy i ledwo przytomna powlokła się do pokoju, gdy w końcu tam trafiła zobaczyła śpiącego pod ścianą chłopaka. Poznała w nim chłopaka z którym rano się spóźniła.
- Ej ty.. Wstawaj – Szturchnęła go, ale on jedynie coś wymamrotał i dalej spał.
- Oj będzie kara ! – Zaskrzeczała udając ich trenerkę. Zwijając się ze śmiechu patrzyła na chłopaka, który momentalnie stanął na baczność – Spokojnie, tylko cię budzę.
- Nie masz serca rudzielcu. Może mnie chociaż zaprosisz ?
- Jasne chodź, ale jestem zmęczona i głodna.
- Zwinąłem ci to z kolacji – Chłopak uśmiechnął się figlarnie i podał jej kilka kanapek zawiniętych w białą chusteczkę.
- Jesteś moim bohaterem ! – Dziewczyna wzięła się za jedzenie – Jestem Dominique, a ty ?
- Jestem Alan, ale wszyscy mówią mi Heca. Niedługo przekonasz się czemu, tobie też wymyślimy ksywkę, ale to jak cię poznamy.
- Alan.. Powiesz mi o co w tym wszystkim chodzi ?
- Jesteś tu i tego nie wiesz ? – Popatrzył na nią z niedowierzaniem, ale gdy wzruszyła ramionami kontynuował – To jest ogólnie zamek naszego pana. Tutaj on rządzi,  a wszyscy są jego poplecznikami, my jesteśmy dopiero kandydatami więc się nie zaliczamy. Wewnętrzny krąg ma miano milczących i nie wiadomo kto tam „zasiada”, chociaż można się domyślać, nazywają się tak przez rzucanie niewerbalnych zaklęć. Często zwykłych popleczników nazywają milczącymi, wiesz ?
- To już wiem, a to całe szkolenie ?
- Za niecały tydzień dostaniemy zadanie i po nim każdy z milczących i nasz pan wybierze sobie ucznia, zwykle jedną osobę. Chociaż pan wybiera czasami dwie i w ciągu tygodnia obie odpadają.
- Jak to ?
- Są zabijane, naturalna selekcje – Stwierdził gorzko.
- Więc co ty tu robisz ? Nie pasujesz mi tu – Dziewczyna popatrzyła na niego smutno.
- Wiesz, jestem dzieckiem wyznawców pana, mam już przylepioną nalepkę „tego złego” i nie zmienię tego, nauczyłem się to akceptować. Do tego mam okazje nauczyć się czegoś nowego.  A ty co tu robisz, nie widziałem tu nikogo podobnego – Zmarszczył brwi zastanawiając się.
- Masz racje, ale to póki co zostanie tajemnicą. Wiesz legimencja, tylko pan może poznać moje powody – Stwierdziła udając fanatyczkę, nie chciała zaczynać znajomości od kłamstwa i bolało ją to, ale wmawiała sobie, że wywalczy dla Alana lepszy świat, gdzie nie będzie miał plakietki.
_
Obudziła się zlana potem i ze łzami w oczach. Miała okropny sen, śniło jej się, że Mike zabił Alana, a potem Nataniel Mike’a i powiedział jej żeby była szczęśliwa, ale znikąd pojawił się czarny pan i wciągnął Nata do swojej różdżki.
- Spokojnie to był sen Domiś – Stwierdził zaspany Alan.
- Wiem, ale to i tak straszne.. Zaraz ! Co. Ty. Tu. Robisz ?!
- Chyba zasnęliśmy ale to nie ważne, bo jeśli chcemy zdążyć na śniadanie, to musimy się zbierać – Ruda pokiwała głową – Za 10 minut pod twoimi drzwiami.
_
Na śniadaniu było jedynie dziewięciu chłopaków i Dominique, jedli w kuchni, więc wokoło pracowało mnóstwo skrzatów domowych.
- Domi, to jest Leo, czyli Zuch – Alan przedstawił jej napakowanego bruneta z wielkim bananem na twarzy i małymi błyszczącymi oczami. Miał włosy ścięte na krótko i przewyższał nie tylko Dominique ale i Alana.
 – A ty na pewno jesteś Ruda ! – Brunet zaśmiał się, zarażając śmiechem kilka osób przy stole.
- Jakby nie patrzeć idealna ksywka – Przyznał mu racę Alan.
- I ty Brutusie przeciwko mnie ? – Zaśmiała się wraz z nimi Domi.
- Och czyżby Heca i Kluch znaleźli sobie panienkę do towarzystwa ? – Stwierdził wyniośle i sarkastycznie blondyn o czarnych oczach, który stanął naprzeciwko.
- Aż tak trudno zapamiętać moją ksywkę, rogaty ? – Zapytał Leo, nie przejmując się za bardzo intruzem.
- Sugerujesz, że mam słabą pamięć ?! – Chłopak zacisnął pięści. Dominique miała wrażenie, że go zna. W każdym razie był blady i najmniej napakowany ze wszystkich chłopaków.
- Zaraz, czy ty nie jesteś Malfoy ?! Zaraz. Scorpions. Scorp. Nie pamiętam – Ruda przegryzła wargę.
- Nie, najwyraźniej mówisz o moim nie wartym słów kuzyneczku, który boi się przystać do potęgi czarnego pana. Już ty jesteś więcej warta, zdrajczyni krwi – Odszedł z wysoko uniesioną głową.
- Zdrajczyni.. ? – Zapytał Alan jednocześnie z Leo.
- Weasley. Na pewno wiele wam to powie. Ale nawrócona – Stwierdziła szybko ruda – A czemu rogaty ? – Płynnie zmieniła temat.
- To taka przenośnia, idealnie go opisuje. Szczurkowaty arystokrata, drący nosem w chmurach – Syknął Alan.
- Chodź Heca, ty Ruda też, Nie możemy się spóźnić.
_
Wszyscy ryli nosami po ziemi, kiedy szli na obiad. Po szybkim posiłku mieli się wziąć za niewybaczalne i torturujące, w tym celu zeszli do lochów. Ruda miała pierwszy raz wziąć w tym udział więc się bała.
Leo szedł jakby na skazanie, więc ruda zaczęła się martwić. Nawet Alan wyglądał blado.
- Dzisiaj muszę się zająć waszą koleżanką, więc zrobimy konkurs, wybierzcie sobie loch i zabawcie się w tortury, najwymyślniejszy dostanie jutro o połowę biegów mniej – Stwierdziła zadowolona kobieta – I nałóżcie wyciszające, potrzebuję skupienia.
Dominique została wepchnięta do niewielkiej celi, kobieta zapaliła światło i dała rudej jej różdżkę. Dziewczyna wzięła ją do ręki i poczuła niesamowite ciepło.
W celi była para, w brudnych poszarpanych ubraniach. Młodziutka i drobna blondynka patrzyła za strachem na nowo przybyłe kobiety a mężczyzna niezauważalnie wysunął się przed nią, chcąc ją chronić. W jego oczach była widoczna prośba, ale nie o życie dla siebie, o litość dla jego partnerki.
- Popatrz, zaczniemy od Imperiusa – Zaczęła kobieta jakby były same w pomieszczeniu – Znajdź słabe strony, użyj inwencji twórczej i pamiętaj, że składam raport dla pana.
Dominique drżącą dłonią podniosła różdżkę, skoro mężczyzna tak kocha kobietę, a ona widocznie mu ufa, musi zburzyć więź.
- Imperio – Dominique zaczarowała mężczyznę i wyczarowała nóż. W myślach kazała dla faceta zdjąć bluzkę kobiety i napisać jej na brzuchu „su*a”.
Mężczyzna to zrobił, a Ruda chciała umrzeć za to co zrobiła. Zdjęła zaklęcie i patrzyła na ból i urazę w oczach kobiety oraz zrezygnowanie w oczach mężczyzny.
- Teraz cruciatus – Powiedziała podekscytowana kobieta.
Ruda unieruchomiła mężczyznę ruchem różdżki i zaczęła torturować kobietę, czuła to ogarniające podniecenie wraz z trwaniem zaklęcia, nie chciała przerywać, a z każdą sekundą nienawidziła siebie coraz bardziej.
Gdy zdyszana przerwała, bez dalszych instrukcji zabiła kobietę jednym zielonym promieniem, wiedząc, że te puste oczy będą ją prześladować do końca życia zignorowała złudne szczęście towarzyszące zaklęciu, oraz to, że avada przyszła jej najłatwiej. Zmęczony wzrok przeniosła na mężczyznę, zdejmując z niego zaklęcie.
Podczołgał się do blondynki i pogłaskał ją po twarzy, w jego oczach zalśniły łzy a potem nienawiść.
- Będziesz się smażyć w piekle parszywa kur*o ! – Wrzasnął jej w twarz, a potem przebił sobie serce, nożem leżącym na posadce. Jego oczy również gasły, zdążył jedynie ostatni raz pocałować swoją ukochaną w martwe usta.
- Jestem pod wrażeniem, jak na żółtodzioba to wspaniale. Idź do pokoju, a ja rozstrzygnę konkurs.
Ruda jak robot skierowała się do swojej klitki i usiadła na podłodze pod ścianą. Po kilkunastu minutach wpadł Alan. Razem milczeli, dopóki nie przyszedł zakrwawiony i słaniający się na nogach Leo.
- Nienawidzę siebie – Stwierdziła ruda – Do tego czuje się tak cholernie pusta, jakbym nie miała nikogo !
 - Wygrałem konkurs – Stwierdził żałośnie Heca i uderzył głową w ścianę.
- Dostałem nauczkę, bo dałem za mało tortur – syknął Zuch.
___
Prawie cała rodzina słuchała opowieści Michaela, o tym jak ruda uciekła, żeby przyłączyć się do czarnego pana. Większość nie wierzyła, a zwłaszcza po tym, że poprzedniego dnia zabiła kilku jego sługusów. W wielkim, a do tego powiększonym salonie zabrakło jedynie dwóch latorośli, czyli Rose i Jamesa.
Ciągle byli skłóceni z rodziną. A rodzina wcale nie była przychylana do pogodzenia się, a zwłaszcza teraz, gdy ponownie stracili rudą.
- Mam przeczucie – Stwierdziła Fleur w głuchej ciszy i zniknęła.
- Miała w rodzinie wieszczkę, czasem jej się zdarza ale rzadko – Wyjaśnił Bill.
- Wiedziałam ! – Wykrzyknęła Blondynka zjawiając się ponownie, z kartką i naszyjnikiem – Wiecie może co to ?
- To naszyjnik który ode mnie dostała – Stwierdził gorzko Mike.
Fleur położyła go na stoliku i rozwinęła kartkę, zaczęła czytać na głos treść wiadomości.
- Przepraszam was bardzo kochani, być może nie żyję, kiedy to czytacie, a może jeszcze egzystuję. Moją jedyną prośbą jest, byście zapomnieli o mnie. Na zawsze. Domnique Isabelle Weasley nigdy nie istniała. Dziękuję za wszystkie wspaniałe chwile i przepraszam raz jeszcze.
Dziewczyna, która popełniła zbyt wiele błędów.
- Jak ona mogła ?! Bez wyjaśnień, znowu..To brzmi jak list samobójczy ! Myślicie, ze się przyłączyła do.. – Wszyscy popadli w ponury nastrój.
-Tak ! Mówię wam to od godziny ! – Wykrzyknął Mike.
- Cho*era ! – Bill odetchnął głęboko i zrezygnowanym głosem wyrecytował – Wyrzekam się mojej córki Dominique Isabelle Weasley, cokolwiek będzie powiedziane.
Te słowa powtórzyła Fleur, Victorie, Louis i Molly. Czyli najbliższa rodzina, to było jak rozwiązanie więzów. W magicznym świcie człowiek odczuwa to ciężej, jest pusty i bez otaczających go nowych osób może zwariować.